sobota, 1 lutego 2014

Imbolc

Imbolc. Ziemia się budzi.
 
Spod śniegu wydostają się główki pierwszych kwiatów, krokusów i przebiśniegów. Owce zaczynają karmić mlekiem swoje nowo narodzone jagnięta. Oimelc - mleko owiec staje się symbolem tego czasu. Czasu powracającego światła, ciepła i życia.

Czasu, na który my ciągle czekamy.

Bo czarownice żyją tu i teraz. Wicca to religia związana z ziemią i jej cyklami. To nie religia księgi. To celebracja Natury, takiej jaka jest. To dostrojenie, harmonia i otwarcie na zmiany jakie ze sobą niesie. Czarownica i Natura są nierozłączne.

Za oknem biało, termometr wskazuje minus 10. Ptaki tulą się do siebie na gałęziach dawno bezlistnych już drzew. Wiatr, śnieg i mróz. Ziemia się budzi?

Imbolc. I mbolg - in the belly - w brzuchu. Tam właśnie teraz jest nowe życie - w brzuchu Matki Ziemi. Narodzi się, kiedy przyjdzie wiosna. Teraz schowane jest pod ziemią, bo natura nie zna pustki i próżni. To, czego jeszcze nie widać, kiełkuje i rośnie. Zasiane z ubiegłorocznym deszczem i słońcem czeka na Wyjście z Podziemi. Siła, która inicjuje wzrost, rozwój i płodność działa cały czas, nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że zima nigdy się skończy. 

Imbolc to czas nadziei. Że nowo narodzone, delikatne i kruche życie przetrwa. Że owce będą miały wystarczająco dużo mleka. Że maleńkie, kiełkujące roślinki nie zginą pod padającym śniegiem. Że to, co w nas rośnie, nabierze mocy, by z wiosną narodzić się już naprawdę. Imbolc to początek. Wejście w Nowy Czas. Dla wielu czarownic to właśnie jest prawdziwy Nowy Rok. Po trudnych miesiącach ciemnej połowy roku to czas na pierwszy oddech. Zostawienie tego co stare, powitanie tego, co nowe.

To także czas powracającego światła. Czas Ognia.

Zapalmy zatem świecę dla Bogów. Dla siebie. Za Nowy Początek.





piątek, 20 grudnia 2013

Księżyc Długiej Nocy

Noc była długa i ciemna. Światło świecy delikatnie rozpraszało panujący wokół mrok. Grudniowe, mroźne powietrze przeciskało się przez małe okienko drewnianej chaty. Czarownica czekała. Czekała od wielu tygodni na powrót Iskry. Jak zawsze czas między Samhain a Yule wydawał się Czasem Poza Czasem. Zasłona uchyliła się i zamknęła, nie przynosząc nic poza wyczekującą ciszą. Gdzieś w głębi duszy wiedziała, że przyjdzie Przesilenie, że wszystko się zmieni, że Światło wróci. Pamiętała. Tak było co roku. Ale wiedziała, że nic nie dzieje się samo. Koło się obraca a my z nim. Kto nim obraca? My sami? Bogowie? 

Czarownica zapaliła przygotowane wcześniej na tą okazję kadzidło. Zapach wypełnił chatę. Rozejrzała się dookoła. Dziś była sama, ale nie czuła się sama. Czarownica tak naprawdę nigdy nie jest sama. Pora rozpocząć. Podziękować za to co było. Powitać powracające Światło. Obrócić Koło...

Idź Czarownico. Idź do Lasu. Prawdziwego, albo nie. Spotkaj się z Wiedźmą z Chaty. Zapalcie razem Ogień. Podziękujcie. Spójrzcie sobie w oczy. Powitajcie Iskrę. Wsłuchajcie się w Życie, które jest Pod Ziemią. Czeka, tak jak Wy. Teraz zaczyna się Czas Zimy. Czym jest ten czas dla Ciebie, Czarownico? Co masz do zrobienia? Co ma zostać, co musi odejść? Co oświetli powracające Światło? Czego chcą od Ciebie Bogowie? Czy pomożesz Im obrócić Koło? Idź. Nie szukaj wymówek. Nikt nie zrobi tego za Ciebie.

Księżyc Długiej Nocy. Twój Czas.






czwartek, 4 kwietnia 2013

Księżyc Przebudzenia - zima wiosną.

Od 11 marca na niebie świeci Księżyc Przebudzenia - Awakening Moon. Czekałam do Pełni (27 marca), żeby napisać o nim kilka słów, licząc na to, że wtedy to już na pewno będzie wiosna. Ale w naturze nic nie dzieje się na pewno. Czekamy na wiosnę, bo wiemy, że "zawsze" przychodzi, że rok temu o tej porze było już ciepło, śnieg stopniał, na drzewach były pączki, a ptaki śpiewały aż miło, zbierając gałązki na budowę gniazd. 

W tym roku ciągle panuje Zima. Czujemy że coś jest nie tak. Coś jest inaczej niż być miało. Nasze ciało przyzwyczajone jest do zmiany, która nie nadchodzi. Dzień jest dłuższy niż noc, ale Słońce jeszcze nie powróciło. Czują to zwłaszcza Czarownice, które odprawiły już swoje rytuały, pożegnały Zimę, świętowały równość jasności i ciemności i czekają. Czekają, aż to, co odejść miało, odejdzie. Obserwują. Słyszały już szelest skrzydeł dzikich gęsi i widziały ich cienie na rozgwieżdżonym niebie. Czuły ciepłe promienie słońca, zapach ziemi, wiatr znad rzeki. Ale zima wróciła, nie chce odejść. 

Wszystko na świecie jest połączone i wpływa na na siebie wzajemnie. Na dalekiej Północy topniejące masy lodu stworzyły chmury, które gnane wiatrem wgłąb kontynentu przyniosły nam śnieg i mróz. Dlaczego? To wie tylko Natura. A wie na pewno, bo ptaki nie zaczęły budować gniazd, sadzonki roślin zamiast rosnąć w górę są maleńkie i trzymają się ziemi, a drzewa nie spieszą się z pączkami. Nie wiedzieliśmy tego tylko my, więc, zaskoczeni, zniecierpliwieni, czekamy na Słońce. 

Dużo łatwiej odczuć Przebudzenie, kiedy budzi się przyroda. W tym roku - w przyrodzie - przyjdzie ono później. Na pewno wyjdziemy wtedy na zewnątrz, chłonąć pierwsze oznaki nowego życia. Na domowym ołtarzu zamieszkają pierwsze symbole wiosny. Wszystko będzie "jak być powinno". Później. A teraz? Czym jest ten czas poza czasem dla Czarownicy? Czas, który trudno wpasować w nasze Koło Roku. Dla każdej i każdego z nas jest czym innym. Dla mnie jest przygotowaniem do przebudzenia. Nowe życie potrzebuje czasu, żeby dojrzeć i rozkwitnąć. Rośliny nie wyrosną z dnia na dzień - ich rozwój trwa, chociaż go nie widzimy. Życie jest pod ziemią, tak jak Bogini w podziemnym świecie. Nigdy nie znika całkowicie, przemiana trwa, w Bogini, w Ziemi, w nas. Cykl rozwoju i cykl umierania przeplatają się ze sobą. Kiedy na powierzchni nie ma już prawie nic, drzewa zapomniały o liściach, trawa przykryta jest grubą warstwą śniegu a ziemia nie rodzi kwiatów, owoców i nasion, to pod powierzchnią już dawno rozpoczął się nowy proces - wzrostu. Gnijące jesienią liście użyźniły ziemię, która z daleka od naszych oczu, przygotowuje nowe życie i nowy cykl narodzin. Małe zalążki roślin kiełkują, ale potrzebują jeszcze czasu, ciepła, schronienia, zanim ujrzą światło dzienne. 

Może tak samo jest z nami? Może to tak naprawdę czas dany nam w prezencie od Natury. Po to, żeby to, co w nas kiełkuje, dojrzało i wzrosło na tyle, aby przetrwać pierwsze, jeszcze słabe promienie słońca i sięgnąć daleko w górę, po to żebyśmy Przebudzili się wiosną naprawdę.

Czarownica jest w zgodzie z naturą i sobą, nawet kiedy natura przynosi coś zupełnie innego, niż to, czego się spodziewamy. Dajmy się więc ukołysać zimie, póki trwa,  wypijmy kawę z cynamonem i imbirem, przeczytajmy książkę, na którą ciągle nie mieliśmy czasu, wsłuchajmy się w siebie i w to, co natura może nam właśnie teraz przekazać. A po Przebudzeniu, nadejdzie czas Działania.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Death Moon - Księżyc Śmierci

Autor: Sophia Boann. Tłumaczenie: Annelie. Oryginał tutaj.

Jesteśmy pod wpływem księżyca, którego nazwa to Death Moon - Księżyc Śmierci. Jego cykl rozpoczął się w niedzielę 10 lutego, pełnia przypada na poniedziałek 25 lutego. Następujący po nim Księżyc Przebudzenia rozpocznie swój cykl w poniedziałek 11 marca.

W przyrodzie panuje pustka. Na drzewach nie ma już liści, a te, które jeszcze trzymają się gałęzi są uschnięte i brązowe. Cała natura zastygła, zamrożona w czasie, przynosząc przerażające uczucie, że życie już nigdy nie powróci, a słońce już nigdy nie ogrzeje ziemi swoimi promieniami. Wiele osób doświadcza w tym czasie znacznego spadku energii.

To zawsze był najtrudniejszy czas w roku. Ostatnie zapasy żywności były już zjedzone a bydło, które nie było niezbędne do reprodukcji i dostarczania mleka w jasnej połowie roku, musiało być przeznaczone do uboju właśnie teraz. Jeśli w poprzednim roku żniwa nie były obfite, jedzenia nie wystarczało dla wszystkich, nie mówiąc już o zwierzętach. Najpierw umierały zwierzęta, następnie ludzie chorzy i w podeszłym wieku.

Był to także czas Postu, podczas którego bardziej luksusowe dobra były ograniczane i niedostępne dla przeciętnego mieszkańca. 

Śmierć dla wielu osób jest trudnym tematem, jednak jest to istotna część Rzemiosła czarownic, które koncentruje się na równowadze, jaką można znaleźć w przyrodzie. Jest to równowaga między Męskością a Kobiecością, ale także między Śmiercią a Życiem. Rozwój, Życie i Reprodukcja to ważne elementy Natury, często widziane jako "siła twórcza". Ale, jak wszystko, Rozwój ma swoją ukrytą stronę, którą łatwo przeoczyć. Rozwój sam w sobie jest siłą niszczycielską. Przykładem niepohamowanego wzrostu są w naszym ciele nowotwory: komórki rozmnażają w zawrotnym tempie, niszcząc wszystko wokół siebie. Gdyby ludzie rozmnażali się nie umierając, prawdopodobnie zniszczylibyśmy i siebie i znaczną część ekosystemu naszej planety. 

Śmierć żyjących istot jest potrzebna, aby zrobić miejsce dla nowego Życia. Dla Kapłanów bardzo istotna jest znajomość obu stron i umiejętność dostrzeżenia znaczenia Śmierci i Destrukcji.

Jednym ze sposobów bliższego zapoznania się z tematem Śmierci jest planowanie własnych rytuałów pogrzebowych. Ten czas w roku to dobry moment na zastanowienie się nad tym, jak chcielibyśmy być pochowani, na przemyślenie poprzednio podjętych decyzji i rozważenie czy w dalszym ciągu są zgodne z tym, co czujemy teraz.

Czy chciałbyś być skremowany czy pochowany? Gdzie mają być rozrzucone Twoje prochy lub gdzie miałoby spoczywać twoje ciało? Czy w twojej okolicy możliwy jest tzw. "zielony pochówek"? Czy chciałbyś być zawinięty w całun, mieć trumnę, czy urnę? Czy dla twojej rodziny istotne byłoby miejsce, w którym mogliby cię odwiedzać i wspominać? Czy chciałbyś mieć ceremonię pogrzebową? Jeśli tak, jaką wybrałbyś muzykę i kto miałby wygłosić tam przemowę?
Istnieje jeszcze wiele podobnych pytań, na które możesz poszukać odpowiedzi, ale najważniejsze jest znalezienie sposobu na uchwycenie tych życzeń, żeby twoi bliscy nie mieli wątpliwości, co ma stać się po twojej śmierci. Być może dobrym pomysłem jest porozmawianie o tym teraz, kiedy twoi bliscy mogą zadać ci pytania i twoje życzenia nie zaskoczą ich w trudnym momencie odejścia. Jeśli sporządziłeś testament, możesz włączyć do niego także swoje postanowienia.

Medytacja skojarzeniowa

Jeśli chcesz zastosować medytację skojarzeniową dla tego Księżyca, możesz spróbować następującego ćwiczenia. 
Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Skup myśli na tym, jak twoje ciało opiera się o krzesło lub podłogę. Kiedy poczujesz się wygodnie, przenieś uwagę na oddychanie. Zrób powolny wdech i wydech, oddychaj głęboko, w naturalny sposób. 

Oczyść umysł i wyobraź sobie kość. Poczuj jak ją trzymasz, odczuwasz w dłoni jej strukturę i wagę. Poczuj ją wyraźnie i mocno. Powoli pozwól odejść temu obrazowi i zobacz co przyjdzie do ciebie następne. Jeśli twój umysł zacznie się rozpraszać, zawsze możesz z powrotem skupić uwagę na punkcie wyjścia i wrócić do obrazu kości. 

Kiedy poczujesz, że dotarłeś już tak daleko jak chciałeś, ponownie skoncentruj się na oddechu. Powoli oddychając, skieruj uwagę na swoje ciało. Poczuj jak stawia opór podłodze. Następnie powoli otwórz oczy, poruszaj palcami u rąk i nóg i rozciągnij się. Zjedz coś lub wypij, jeśli poczujesz taką potrzebę. 

Zamiast Kości możesz użyć innych skojarzeń jako punktu wyjścia. Oto kilka moich skojarzeń - kolei myślowych, twoje mogą (i zapewne powinny) iść w innym kierunku:
kości, struktura, głód, śmierć, biały, kruchy, delikatny, żyzna ziemia, odrodzenie.


Wizualizacja

Alternatywnie możesz wypróbować także poniższą wizualizację.

Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Skup myśli na tym, jak twoje ciało opiera się o krzesło lub podłogę. Kiedy poczujesz się wygodnie, przenieś uwagę na oddychanie. Zrób powolny wdech i wydech, oddychaj głęboko, w naturalny sposób.

Wyobraź sobie, że przed sobą widzisz drzwi. Drzwi zrobione są z drewna. Wyglądają na stare i kiedy przypatrujesz się uważniej, zauważasz narysowany tam biały krąg z zaokrągloną w środku dziurą.

Kiedy decydujesz się na otwarcie drzwi, przed sobą widzisz brzeg morza. Noc jest jasna i księżyc w pełni świeci wysoko na niebie. Czujesz lekki powiew wiatru we włosach. Słyszysz szum pluskających fal i czujesz zapach słonej wody. W oddali słychać krzyczące mewy. Decydujesz się przekroczyć próg, wchodzisz na plażę i zamykasz drzwi za sobą.

Plaża zalana jest księżycowym światłem. Uświadamiasz sobie, że plaża otoczona jest przez wysokie klify. Piasek pokryty jest wodorostami. W miejscu gdzie plaża przechodzi w klif dostrzegasz świecące światło, które wygląda jak blask ognia. Nagle zdajesz sobie sprawę, że jest ci zimno i decydujesz się podejść do ogniska. 

Kiedy idziesz w stronę klifu, czujesz jak wodorosty chrzęszczą pod twoimi stopami. dobiega cię ich zapach i wiesz, że muszą tam leżeć od dawna. Pachną gnijącą rybą. 

Podchodzisz bliżej światła i u podnóża klifu zauważasz wejście do jaskini. Ogień pali się na jej skraju. Przy ogniu stoi przygarbiona figura. Jej twarz ukryta jest w cieniu, ale dostrzegasz, że jest to ubrana w czarne szaty kobieta, której twarz okryta jest ciemnym szalem. Na ogniu stoi duży kocioł, w którym kobieta miesza długą, drewnianą łyżką. Wejście do jaskini pokryte jest rybimi kośćmi. Światło ognia rzuca niezwykłe cienie na ściany jaskini i na leżące na ziemi kości. 
Kobieta zauważa twoje przybycie i ręką daje ci znak, abyś podszedł w stronę ognia. Kiedy podchodzisz na tyle blisko, że możesz zobaczyć jej twarz, zauważasz że jej rysy są ostre, ale nie są nieprzyjazne.

Stoisz u wejścia do jaskini i czujesz ciepło ognia. Kobieta nie podnosi głowy, stoi wpatrzona w swój kocioł, ciągle mieszając w nim długą łyżką. Ty także zaglądasz do kotła i widzisz w nim ciemny, bulgoczący płyn. Podążasz wzrokiem za kolistymi ruchami łyżki a kobieta zaczyna śpiewać hipnotyzującą pieśń bez słów. Kiedy wpatrujesz się w kocioł, zaczynasz widzieć przychodzące do ciebie obrazy. Być może to sceny z twojej przeszłości, albo wydarzenia, które dopiero nadejdą. Jakiekolwiek nie będą, pozwól im naturalnie przyjść, niech przepływają przed twoimi oczami. Pieśń śpiewana przez kobietę prowadzi cię i jednocześnie stanowi ochronę. Wiesz, że w każdej chwili możesz oderwać wzrok, ale możesz wpatrywać się w kocioł, tyle czasu ile potrzebujesz.

Kiedy dochodzisz do wniosku, że patrzyłeś już wystarczająco długo, pieśń kobiety cichnie. Patrzysz w jej stronę, a ona spogląda ci prosto w oczy. Przesyła ci jedno skinienie głową, odwraca się i odchodzi w głąb jaskini, znikając w cieniu. Jedynym dźwiękiem, który słyszysz jest odgłos fal, przelewających się po plaży. 
Zdajesz sobie sprawę, że spędziłeś w tym miejscu całkiem dużo czasu i że pora już wracać. Odwracasz się i widzisz, że drzwi, przez które przeszedłeś cały czas tu są. Wracasz ta samą ścieżką do miejsca, z którego rozpocząłeś. Przechodzisz przez wodorosty aż znajdujesz się przy samym brzegu morza. Zatrzymujesz się tam na chwilę, zapamiętując obraz pełni księżyca wysoko nad morzem, szum fal i zapach słonej wody. Dziękujesz temu miejscu, za to czego doświadczyłeś tej nocy. Otwierasz drzwi, przechodzisz przez nie i zamykasz je za sobą. 
Ponownie skoncentruj się na oddechu. Powoli oddychając, skieruj uwagę na swoje ciało. Poczuj jak stawia opór podłodze. Następnie powoli otwórz oczy, poruszaj palcami u rąk i nóg i rozciągnij się. Zjedz coś lub wypij, jeśli poczujesz taką potrzebę.
O wizualizacjach
Wizualizacje należy przeprowadzać tylko wtedy, kiedy czujesz się stabilnie i w równowadze. Czasem po medytacji lub wizualizacji możesz czuć się jeszcze nieobecny. Jeśli tak się zdarzy, idź na długi spacer albo weź gorący prysznic i zjedz coś dobrego. Jeśli po zrobieniu wizualizacji umieszczonych na tej stronie chcesz o coś spytać albo podzielić się czymś, skontaktuj się ze mną przez email.


środa, 20 lutego 2013

Death Moon - opowieść o Głodzie.


Autor: Sophia Boann. Tłumaczenie: Annelie. Oryginał tutaj.

Wiele lat temu, podczas studiów historycznych, uczestniczyłam w zajęciach z antropologii. Podczas nich opowiedziano nam historię, którą tu przytoczę. Zapewne nie pamiętam jej wszystkich szczegółów, nie wiem też skąd pochodzi, ani czy jest oparta na faktach. Jednak jest to historia, którą lubię opowiadać na zajęciach Wicca 101, ponieważ sądzę, że wiele pokazuje o ludziach i ich relacji z Naturą.

Każdego roku, na krótko przed nastaniem suszy, kiedy jedzenia było już niewiele, pewne Afrykańskie Plemię wyprawiało wielką uroczystość, podczas której ucztowano  i weselono się. Po świętowaniu niemal cała żywność była już zjedzona i rozpoczynał się Czas Głodu - okres długiego postu. Każdego roku umierało w tym czasie kilku członków Plemienia. Ale Plemię dalej celebrowało swój festiwal, ponieważ było to coś, co czynili od niepamiętnych czasów. 

Nastał czas europejskich kolonizatorów. Przez kilka lat obserwowali oni wielkie świętowanie, tuż przed rozpoczęciem suszy, aż wreszcie zdecydowali się wkroczyć i pomóc Afrykańskiemu Plemieniu. Przecież biedni Afrykańczycy najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy, że powinni być zapobiegliwi i oszczędzać jedzenie, aby przetrwać porę suchą. Po wielu naradach europejscy kolonizatorzy postanowili więc siłą zabrać tubylcom ich żywność, tuż przed corocznymi obchodami ich święta. Podzielili jedzenie i codziennie wydzielali każdemu jego porcję. Tego roku członkowie Plemienia padali jak muchy - zmarło o wiele więcej osób niż w ubiegłych latach.

Europejczycy uznali to za przypadek i kontynuowali swoją politykę wydzielania porcji także w następnym roku. I tym razem wielu członków Plemienia zmarło.

W końcu kolonizatorzy poddali się i pozwolili Afrykańczykom wrócić do ich własnej tradycji zjadania całych zapasów przed miesiącami głodu i poszczenia w porze suchej. Ludzie nadal umierali, ale o wiele rzadziej niż w trakcie panowania kolonizatorów i ich polityki wydzielania racji żywnościowych. 

Od czasu kiedy uczestniczyłam w zajęciach z antropologii, przeczytałam kilka artykułów na temat żywienia i przechowywania tłuszczu, które rzuciły mi więcej światła na historię Afrykańskiego Plemienia. Metabolizm naszego ciała zmienia się w czasie głodu - spowalnia, umożliwiając przetrwanie, kiedy jedzenia jest bardzo mało. Przez wydzielanie żywności i zjadanie niewielkich porcji każdego dnia, ciała członków plemienia w ogóle nie weszły w stan zmienionego metabolizmu. W rezultacie nie były w stanie poradzić sobie z głodem i wielu ludzi zmarło. 

Natura znajduje się teraz właśnie w tym punkcie. Naszym wielkim świętem przed Czasem Głodu jest Yule/Boże Narodzenie i jest to czas kiedy jedzenia przestaje wystarczać. Dawniej byłby to czas, kiedy zjadano ostatnie sztuki rzepy i kapusty i rozpoczynałoby się wielkie oczekiwanie na nowe zbiory. Natura w swojej mądrości wyposażyła nasze ciała tak, aby umiały sobie radzić z tym czasem. 

Najważniejszym przekazem z tej historii jest dla mnie to, aby zawierzyć własnym instynktom, ponieważ są one dużo bardziej zgrane z Naturą niż nasz umysł.

piątek, 15 lutego 2013

Wicca w Europie a Wicca w USA

Autor: Sophia Boann. Tłumaczenie: Annelie. Oryginał tutaj.

 
Najbardziej obecnym głosem na temat Wicca w internecie byli przez wiele lat ludzie związani z grupą Amber and Jet w amerykańskim serwisie Yahoo. Lista istnieje od ponad 10 lat, a wśród udzielających się tam osób jest kilku wiodących autorów książek o Rzemiośle, między innymi gardneriańska Arcykapłanka Deborah Lipp czy Dave Finnin, związany z tradycją Roebuck. Wykonali wspaniałą pracę, a obecni na liście Wiccanie poświęcili wiele czasu i energii, odpowiadając na pytania członków grupy. 


Minusem listy Amber and Jet jest jednak to, że spojrzenie na Wicca w Ameryce i w Europie nie jest takie samo. Oczywiście mamy więcej podobieństw niż różnic, ale różnice istnieją i niektóre są znaczące. Część z nich istotna jest tylko dla inicjowanych - ten artykuł jest próbą zaznaczenia tych, które są istotne dla poszukujących.
Wicca Gardneriańska została sprowadzona do Stanów we wczesnych latach sześćdziesiątych przez Raymonda i Rosmary Bucklandów. Na początku istniał więc tylko jeden kowen, jedna Księga Cieni i jedna praktyka. W USA nacisk kładziony jest zatem na to, aby pozostać przy tej praktyce i nie schodzić z przyjętej drogi. W tym samym czasie, w Europie, Gardner pracował z kilkoma różnymi kowenami i Arcykapłanakmi. Każda z Arcykapłanek w swój własny sposób interpretowała rytuały i choć podstawowa struktura pozostała taka sama, dodawano do niej nowe teksty, w rezultacie powstało więc kilka podobnych, ale jednak różnych wersji Księgi Cieni.

Każda linia, pochodząca od tych Arcykapłanek, ma swoje własne akcenty i posmak. Wiele kowenów w Europie, pochodzących z różnych linii, wspólnie pracuje i celebruje różnice między grupami. Europejscy Gardnerianie i Aleksandrianie bardzo często świętują razem, a wiele osób jest inicjowanych do obu tych tradycji.

Wicca po drugiej stronie oceanu nie jest szczególnie liczna. Stany Zjednoczone to ogromny kraj i Wiccan jest tam znacznie mniej niż w Europie. Wiccanie w USA musieli także zmierzyć się z ruchem odrodzenia Bogini i ruchem New Age, które zaczęły używać nazwy Wicca na szeroką skalę. W Stanach słowa Wicca i pogaństwo używane są często naprzemiennie. Z tego powodu Wiccanie w Stanach musieli dużo bardziej konkretnie zdefiniować swoje Rzemiosło, żeby odznaczyć się od innych grup. Zaczęto wówczas używać terminu "Brytyjskie Wicca Tradycyjne" (British Traditional Wicca), znane też jako BTW. Używa się go, aby odróżnić grupy, mogące prześledzić swój rodowód inicjacyjny od Gardnera, odprawiające rytuały w określony, niemal niezmienny sposób. O dziwo, niektóre grupy, które określane są mianem BTW w Ameryce, nie zostałyby potraktowane jako Wicca w Europie i odwrotnie  - te, które opuściły ścieżkę BTW, mogłyby być nazwane Wicca przez Europejczyków. W Europie w ogóle nie używamy tego terminu - nie ma innych dużych grup, z którymi można by Wicca pomylić, a które używałyby tej nazwy i wszyscy wiemy, że Wicca pochodzi od Gardnera, z Wielkiej Brytanii. 

Kolejną uderzającą różnicą, jest sposób w jaki w USA postrzegani są Bogowie. Według powszechnie panującej tam opinii Wicca posiada swojego własnego Boga i Boginię, oddzielonych od wszystkich innych religii, których można poznać i służyć im jedynie po inicjacji. Wicca to religia ortopraksyjna, więc poglądy na temat tego kim i jacy są Bogowie zależą całkowicie od każdego człowieka. Mimo, że niektórzy europejscy Wiccanie mogą podzielać pogląd o istnieniu Bogów istniejących wyłącznie w Wicca, powszechnie akceptowane jest poczucie, że ludzie powinni czuć więź i połączenie z Bogami *zanim* zostaną inicjowani. Większość osób doświadczania powołania na długo przed spotkaniem swojego kowenu i czuje, że służyli Bogom wiele lat przed tym, zanim zostali inicjowani w misteria Wicca. 

W Europie uważamy, że każdy może nawiązać więź z Bogami Wicca i nie jest ona zależna wyłącznie od inicjacji. Co więcej, wielu Europejczyków uważa tą więź za warunek konieczny przed inicjacją, aby mieć pewność, że kandydat może połączyć się z Bogami przez podobne symbole i skojarzenia, które używane są w Rzemiośle. Spojrzenie europejskie zakłada, że przez wstąpienie na kapłańską ścieżkę Wicca, stajemy się Kapłanami wszystkich Bogów i boskiej energii, jaka jest częścią wszystkich istnień. Całkiem sporo kowenów pracuje także z lokalnymi, połączonymi z ziemią Bogami, zamiast tylko z imionami Bogów, przekazywanymi w Księdze Cieni.

Wiele inicjowanych osób, które piszą na Amber and Jet, wydaje się uważać, że istnieje jakaś forma Wicca, przekazywana przez stulecia, dopóki Gardner nie natknął się na nią w Anglii w późnych latach 40-tych XX wieku. Większość Wiccan w Europie sądzi, że Gardner natrafił na coś autentycznego, a następnie on i Doreen Valiente rozwinęli rytuały i stworzyli praktyczny system: Wicca, jaką znamy dziś, nie istniała przed Gardnerem. Europejscy Wiccanie generalnie uważają, że nie ma znaczenia czy jakiekolwiek poglądy czy praktyki Gardnera mają wartość historyczną: działają obecnie i to właśnie się liczy.

Wicca w Europie jest różna od tej w USA. Czy to którąś z nich czyni lepszą od tej drugiej? Oczywiście nie - Wicca jest elastyczna, ponieważ to system ortopraksyjny. Możemy uczyć się od siebie nawzajem. Na przestrzeni ostatnich lat obserwuję, że Wicca w Stanach staje się coraz bardziej elastyczna i otwarta na różnorodność, jaka płynie ze społeczności europejskiej. Zauważam też, że Wiccanie w Europie są coraz bardziej świadomi swoich praktyk, pochodzenia i tego co nas definiuje. Określenie kryteriów, według których się definiujemy może być bardzo pomocne: pomaga uświadomić sobie kim jesteśmy i - co nawet istotniejsze - kim nie jesteśmy. 

Mam nadzieję, że teraz gdy wirtualny dystans między USA a Europą jest o wiele mniejszy, a dyskusje na Facebooku stały się częstsze i bardziej otwarte, wymiana poglądów z  naszymi braćmi i siostrami przez ocean poprowadzi do jeszcze bardziej owocnej współpracy. 

Dla osób zainteresowanych Wicca na Facebooku, kilka przydatnych linków:
Gardnerian Wicca
Wiccan
British Traditional Wicca (Seekers in the USA)


środa, 30 stycznia 2013

Wicca - praktyka, która łączy czyli ortodoksja vs ortopraksja

Autor: Sophia Boann. Tłumaczenie: Annelie. Oryginał tutaj.  

Ortodoksja: właściwa wiara, wierność doktrynie (z gr. ortodoxia)
Ortopraksja: właściwa praktyka, odpowiednie działanie (z gr. ortopraxia)

W społeczeństwie Zachodu ludzie przyzwyczajeni są przede wszystkim do jednego punktu widzenia - tego właściwego Chrześcijaństwu. Chrześcijaństwo, ze wszystkimi swoimi cechami, to wyznanie ortodoksyjne i ortopraksyjne, co oznacza, że sama religia zdefiniowana jest w każdym jej aspekcie. Istnieją zasady mówiące o tym, jak oddawać cześć, ale istnieją też takie, które definiują to jak myśleć i jak się czuć ze sposobem wyznawania. W rezultacie, poza wyższą hierarchią kościelną, zniechęca się wyznawców do dyskusji na temat własnego rozumienia religijnych ceremonii czy formy i znaczenia boskości. Poziom odpowiedzialności człowieka w dziele stworzenia jest z reguły ściśle wytyczony, podobnie jak powód naszej egzystencji na tej planecie. To wszystko zmierza w dużej mierze do "czarno-białej" postawy: w większości sytuacji w życiu istnieje albo dobro albo zło i nie ma miejsca na "szarą strefę".

W Wicca jest inaczej. Wicca to wyłącznie ortopraksyjny system wierzeń. Sposób, w jaki działamy, w jaki praktykujemy, jest zdefiniowany, ale własna interpretacja każdego wyznawcy już nie. Struktura rytuałów jest zapisana, ale to, co one znaczą, nie jest  odgórnie określone. Jest to jeden z powodów, dla których księga zawierająca rytuały nazywana jest Księgą Cieni: zawiera jedynie bazę rytuałów, ich tekst, ale zapisanie faktycznej ceremonii jest niemożliwe, ponieważ to co ma znaczenie, to właśnie doświadczenie osobiste. Różni się ono, oczywiście, w zależności od osoby, więc siłą rzeczy nie może zostać spisane.

Dokładnie z tego powodu od początku dobrze odnalazłam się w Rzemiośle. Mam żydowskie korzenie, a Judaizm to religia zdecydowanie otropraksyjna. Przebieg obrzędów w synagodze jest zapisany, ale różni się bardzo w zależności od społeczności i swobodnie włączanych lokalnych tradycji. W Judaizmie kwestionowanie Biblii i cadyków uznawane jest niemal za obowiązek, a nie za coś niewlaściwego czy niewygodnego. Pojęcie nauczania (Lernen), podczas którego Żydzi siedzą i dyskutują o świętych tekstach, jest ważnym fundamentem naszej kultury. Nikt w synagodze nigdy nie zapyta jaki jest twój punkt widzenia dotyczący boskości, ponieważ zależy on tylko i wyłącznie od ciebie. Tak naprawdę wielu pobożnych Żydów jest praktykującymi ateistami, ponieważ daje im to poczucie więzi z ich przodkami i kulturą. Z tego właśnie powodu nie mam żadnego problemu z połączeniem praktyki żydowskiej z Wicca, aczkolwiek bardzo dokładnie przestrzegam nie łączenia ich w tym samym czasie.

I to właśnie najcześciej jest ogromną zmianą, na jaką trafiamy przy pierwszym kontakcie z Wicca. Spędziłam wiele długich nocy rozmawiając ze sfrustrowanymi uczniami, ponieważ nie mogłam dać im jednej "słusznej" odpowiedzi. "Ale jak dokładnie 8 świąt wiąże się z Kołem Życia, bo każda książka mówi co innego?", "A jak w zasadzie ma się Bogini Wiccańska do Bogiń lokalnych?" Na każde z tych pytań miałam tylko jedną odpowiedź: "Hmm, to zależy. A co ty o tym sądzisz?"

Czasem jednak fakt, że nie ma jedynej "słusznej" odpowiedzi mylony jest z podejściem, że w Wicca możesz robić cokolwiek na co masz ochotę. Zupełnie nie o to chodzi. To, że Wicca jest ortopraksyjna, oznacza, że istnieje konkretna praktyka, określony sposób działania. Na przykład, jeśli podczas inicjacji użylibyśmy innego rytuału, inicjacja byłaby tak samo skuteczna, ale zwyczajnie nie byłaby to inicjacja wiccańska. Ortopraksja nie oznacza, że wszystko jest dozwolne, ani nie oznacza, że musisz zmieniać rytuał za każdym razem, kiedy go przeprowadzasz.

Pomagam moim uczniom poprzez dzielenie się z nimi różnymi punktami widzenia, jakimi inni Wiccanie dzielili się ze mną z biegiem lat. Jedna, właściwa odpowiedź nie jest możliwa, ponieważ po prostu nie istnieje. Co więcej - nie powinna istnieć tylko jedna! Jedną z zasadniczych umiejętności Kapłana i Kapłanki jest zdolność znalezienia własnych odpowiedzi i interpretacji tego, czego Bogowie i Życie od nich oczekują. Odpowiedzi te muszą być dobrze przemyślane i wyważone - to najistotniejszy wymóg. To właśnie robimy jako Kapałni: rozpoznajemy co należy zrobić z naszym życiem, kiedy zwracać się innych, a kiedy nie oraz pomagamy innym znaleźć ich własne rozumienie tego, czego potrzebują w swoim życiu. To rozumienie może być diametralnie różne od własnych odpowiedzi, ale jest tak samo prawdziwe i cenne.

Czasem znalezienie się w rzeczywistości, w której nie ma dobra i zła, jasno wytyczonych i dających bezpieczeństwo wskazówek, może być niepokojące. Jest to zasadnicza - jeśli nie najważniejsza - część Wicca i uważam, że przed rozważeniem inicjacji należy czuć się z tą koncepcją całkowicie swobodnie.